Ojczyzna –Myśli Prymasa Wyszyńskiego

Wstęp: Ojczyzna –Myśli Prymasa Wyszyńskiego

 

Wybrane myśli o Polsce stanowią małą cząstkę bogatego w treść nauczania kardynała
Stefana Wyszyńskiego. Miłość do Ojczyzny to szczególny, chociaż nie wyłączny temat jego
przesłania.
Polskę nauczył się kochać w dzieciństwie. Urodzony 3 sierpnia 1901 r. w niewoli, w
zaborze rosyjskim, tęsknił za wolnością Ojczyzny. Uczył się historii Polski potajemnie,
wieczorami. Gdy Kozacy patrolujący teren w okolicach Zuzeli popędzili już w kierunku
Nura, ojciec Stefana, wyciągał zakazaną książkę: Dzieje Polski w dwudziestu czterech
obrazkach i uczył dzieci ojczystych dziejów.
Jako kilkunastoletni chłopiec przeżył dramat I wojny światowej. Z powodu działań
wojennych nie mógł dojechać do Warszawy, aby kontynuować naukę w gimnazjum
Wojciecha Górskiego. Wspomina głód i zniszczenie kraju. Rosjanie cofając się palili nawet
zboża na polach.
Na początku II wojny światowej miał propozycję wyjazdu z delegaturą rządu do Rumunii.
Nie skorzystał z tej propozycji, przekonany, że jego miejsce jest w Ojczyźnie, która cierpi.
Gdy ksiądz Wyszyński znalazł się na liście poszukiwanych przez gestepo, biskup Michał
Kozal wydał mu zdecydowane polecenie, że ma opuścić Włocławek. Z bólem serca wypełnił to polecenie. Udał się do Wrociszewa, do domu rodzinnego, a później do Kozłówki i do
Żułowa, gdzie w majątku Zamoyskich przebywały siostry Franciszanki Służebnice Krzyża
oraz niewidomi. Służył siostrom, niewidomym, gospodarzom majątku, okolicznej ludności i partyzantom.
W czerwcu 1942 roku przeniósł się do Lasek. Z wielkim spokojem i odwagą służył nie
tylko dzieciom ociemniałym i siostrom, ale także rannym w szpitalu wojennym jako kapelan,żołnierz AK, pseudonim Radwan III. Chodził po okolicznych lasach, spowiadał w okopach,
opatrywał rannych, przynosił do szpitala. Często wychodził na brzeg lasu i patrzył w kierunku płonącej stolicy. Pewnego razu wiatr przeniósł skrawek nadpalonej karteczki, zapewne z
jakiegoś modlitewnika, ze słowami: „Będziesz miłował” uznał to za testament ginącej
Warszawy.
Po wojnie, jako biskup lubelski, a od 1948 roku arcybiskup Gniezna i Warszawy, Prymas
Polski, doświadczył prześladowania ze strony władz koministycznych. Bronił praw Kościoła, ale nigdy nie poddał się nienawiści. Miłością ogarniał zarówno wierzących, jak i
niewierzących, chociaż nigdy nie był dwulicowy.
Przed uwięzieniem, w 1953 roku, powiedział: „Gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że
Prymas zdradził sprawy Boże – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas ma nieczyste ręce –
nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas stchórzł – nie wierzcie. Gdy będą mówili, że Prymas
działa przeciwko narodowi i własnej Ojczyźnie – nie wierzcie. Kocham Ojczyznę więcej niż
własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej”.
Miłości Prymasa Wyszyńskiego do Polski żadną miarą nie można utożsamiać z
nacjonalizmem, który wiąże się z dyskryminacją, nietolerancją i wrogością w stosunku do
innych narodów.

Kardynał Wyszyński z wielką gorliwością troszczył się o Kościół na Wschodzie, ogarniał
modlitwą zniewolonych ludzi. Przed Jubileuszem Tysiąclecia Chrztu Polski wyciągnął rękę
do zgody do sąsiadów na Zachodzie. Wiele się nacierpiał za Orędzie Episkopatu Polski do
Biskupów niemieckich.
Podkreślał jedynie, że człowieka obowiązuje ład miłowania. Mówił: „Będziemy kochali
wszystkich ludzi na świecie, ale w porządku miłości. Po Bogu więc, po Jezusie Chrystusie i
Matce Najświętszej, po całym ładzie Bożym, nasza miłość należy się przede wszystkim
naszej Ojczyźnie, mowie, dziejom i kulturze, z której wyrastamy na polskiej ziemi”.
Ojczyzna jest darem Boga. Ksiądz Piotr Skarga przed laty pisał: „Nie dlatego tylko miłujemy
Polskę, Ojczyznę naszą, że nas żywi, ale że jest z postanowienia Bożego”. Tej prawdzie w
całym swoim życiu i nauczaniu wierny był Prymas Tysiąclecia nazwany Ojcem narodu. Idąc
jego śladami nie pobłądzimy.

Anna Rastawicka